Przemyślenia

9 października 2014

 To mój pierwszy w życiu blog. Piszę, poprawiam i wciąż błądzę… :lol:  Blogowanie nie jest tak łatwe, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Co tam – dam radę!

Po co mi to?

 

Po co mi ten blog? Po co wracać pamięcią do tego co było, do ciężkich chwil? Jeszcze do końca nie wiem. Wiem jedno – nie jest łatwo zmierzyć się ze wspomnieniami, z takimi wspomnieniami.

 

Oswoić strach

 

Czy można oswoić strach? Masz jakieś sposoby? Jak to zrobić? Czy ktoś umie odpowiedzieć na te pytania?

Strach towarzyszy mi od pierwszego krwotoku Marcina. Każde jego wejście do wc sprawia, że żołądek podchodzi mi do gardła, a w brzuchu czuję bolesne skurcze. Z obawą zaglądam do muszli, bo nie wiem, co tam będzie. Od stycznia 2009 roku nie nalewam synowi wody do wanny (myję go pod prysznicem), bo właśnie w wannie to się zaczęło. Potem były kolejne krwotoki i utraty przytomności… Odpycham od siebie myśli o tych wydarzeniach, ale one i tak przychodzą, i kłębią się w mojej głowie. Świruję? Nie wiem, może… ale to wszystko może w każdym momencie wrócić. Taki wredny  jest Crohn – „przyjaciel” na resztę życia, trudnego życia.

Wiesz co jest najgorsze? Bezsilność. Nijak nie umiem pomóc komuś, kto jest dla mnie najdroższym skarbem – mojemu jedynemu dziecku.

 

 

Czy pisanie przyniesie mi ukojenie?

Pisanie tego bloga bardzo dużo mnie kosztuje. Opisywane tu zdarzenia były bardzo traumatyczne. Chcę jednak uporać się z tym wszystkim, wyrzucić to z siebie, żeby wreszcie poczuć ulgę. Wielką ulgę przyniosło mi kiedyś opisanie pierwszych lat walki z autyzmem w tekście pt. „Pokonać mur”. Czy i teraz będzie tak samo? Wtedy na dobre pogodziłam się z autyzmem. Czy teraz zaakceptuję Crohna? Czy można uznać „za swoją” chorobę, która często prowadzi do całkowitego wyniszczenia organizmu i tego co nieuchronne – śmierci? Czy można pogodzić się z tym, że własne dziecko jest tak bardzo chore, że może nadejść moment, kiedy przyjdzie się z nim pożegnać na zawsze?

Wiem jedno – to co się już wydarzyło spowodowało, że każda chwila spędzona z moim synem jest dla mnie cenna, bo nie wiem ile jeszcze takich chwil przede mną.

 

Pierwsze w życiu kłamstwo

Dziesiątego lutego 2012 roku pierwszy raz okłamałam mojego syna. Kiedy zabierano go łóżkiem na drugą operację zapytał gdzie jedziemy i dlaczego płaczę. Odpowiedziałam mu wtedy, że jedziemy na badania, że lekarze chcą dokładnie obejrzeć jego jelita, a płaczę dlatego, że bardzo mnie boli brzuch. Jak miałam mu powiedzieć, że niedawna operacja nie przyniosła efektów i znów musi przez to przejść?

Czy Marcin nadal będzie mi ufał? Czy to kłamstwo położy cień na naszych relacjach? Czy te pytania mają sens w sytuacji zagrożenia życia?  – Takie myśli kłębiły mi się w głowie kiedy zabierano mi syna. Czy jeszcze zobaczę go żywego?

Czy można kłamać w dobrej wierze? Czy mamy prawo oszukiwać najbliższą osobę, bo wydaje się to słuszne?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.