Nigdy nie trać nadziei!

Marcin właśnie skończył 27 lat. W 2012 roku nic nie wskazywało na to, że do tego dojdzie. Ciągłe biegunki, wymioty, chudnięcie i krwotoki z jelit… koszmar. Nie pomagały leki -  Azathioprine, Humira, Remicade i wiele innych… Kolejne operacje też nie dawały pożądanej poprawy. Na Mercaptopurynie coś drgnęło w dobrą stronę, ale Marcin odwiedzał wc 7, 8, a nawet dziewięć razy dziennie. Nie rzadko w ubikacji była krew, choć już nie w takich ilościach, jak wcześniej. W 2013 roku zaczęłam regularnie podawać młodemu witaminę K – taką dla niemowląt. Krew coraz rzadziej się pojawiała, ale stolców wciąż było dużo. W 2015 roku włączyłam Marcinowi LDN. Po pewnym czasie ilość wizyt w wc zaczęła się zmniejszać, aż spadła do 3 na dobę.

W tej chwili nie jest idealnie – raz lepiej, raz gorzej, ale Marcin żyje. Przez te 5 lat „po drodze” miał ospę wietrzną, krztusiec i kilka średnich zaostrzeń. Bierze wciąż Mercaptopurynę, LDN, witaminy, minerały, różne probiotyki, a czasem żelazo we wlewach.

Crohn to wredota, ale trzeba walczyć i nigdy nie tracić nadziei.