Jak Bóg wybiera matki dzieci niepełnosprawnych?

Nie mogłam się powstrzymać, więc wkleiłam z innej strony.

 

„Czy zapytaliście się kiedyś siebie, w jaki sposób Pan Bóg wybiera matki niepełnosprawnych dzieci? Oto toczy się rozmowa:
Bóg: Tej dajmy dziecko upośledzone.
Anioł:
– Dlaczego właśnie tej Panie? Jest taka szczęśliwa.
– Właśnie tylko dlatego – mówi uśmiechnięty Bóg. Czy mógłbym powierzyć upośledzone dziecko kobiecie, która nie wie, czym jest radość? Byłoby to okrutne.
– Ale czy będzie miała cierpliwość? – pyta anioł.
– Nie chcę, aby miała dużo cierpliwości, bo utonęłaby w morzu łez, roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak jak jej tylko przejdzie szok i bunt, będzie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić.
– Panie wydaje mi się, że ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie.
Bóg uśmiechnął się:
– To nieważne… mogę temu przeciwdziałać. Ta kobieta jest doskonała. Posiada w sobie właściwa ilość egoizmu.
Anioł nie mógł uwierzyć swoim uszom.
– Egoizmu? Czyżby egoizm był cnotą?
Bóg przytaknął.
– Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim dzieckiem, nie da sobie nigdy rady. Tak, taka ma być właśnie kobieta, którą obdarzyłem dzieckiem dalekim od doskonałości. Kobieta, która teraz nie zdaje sobie sprawy, że kiedyś będą jej tego zazdrościć. Nigdy nie będzie pewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała żadnemu swemu krokowi. Ale kiedy jej dziecko po raz pierwszy powie: mamo, uświadomi sobie cud, którego doświadczyła. Widząc drzewo lub zachód słońca lub niewidome dziecko, będzie potrafiła bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec moją moc. Pozwolę jej, aby widziała rzeczy, tak jak ja sam widzę (ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia) i pomogę jej, aby potrafiła wzbić się ponad nie. Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w każdej minucie jej życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje swoją pracę, jakby była wciąż obok mnie.
– A święty patron? – zapytał anioł, trzymając zawieszone w powietrzu gotowe do napisanie pióro.
Bóg uśmiechnął się…
– Wystarczy jej lustro…”

 

Daleka jestem od peanów na cześć matek – Polek, ale w każdej bajce jest przecież ziarno prawdy.

Wielkanoc za nami

Wielkanoc 2015 tradycyjnie minęła pod znakiem diety i wymiotów (na szczęście nie tak uporczywych, jak rok temu). Święta minęły, ale dieta i wymioty pozostały – ta pierwsza na stałe, te drugie, mam nadzieję że szybko się skończą. Zirid, Kreon i parę innych specyfików znowu jest w użyciu – oby pomogły.

Tak się zastanawiam – dlaczego leki, nawet te na receptę są takie drogie? Kiedyś za realizację recepty płaciło się kilka-kilkanaście złotych, a teraz często zostawiam w aptece kilkadziesiąt, a nawet kilkaset złotych. Czy to jest w porządku, że osoba ciężko chora, niepełnosprawna, nieraz nie jest w stanie się leczyć, bo jej nie stać na leki?